Wywiad

FOMO i JOMO: kiedy bycie stale online staje się problemem

Lęk przed przegapieniem czegoś ważnego (FOMO) i radość z bycia offline (JOMO) to dwie strony tego samego zjawiska. Z Marco Chiesą, ekspertem ds. mediów społecznościowych i komunikacji cyfrowej, rozmawiamy o tym, jak odzyskać równowagę w cyfrowym świecie.

4 min czytania

Żyjemy w świecie, w którym jesteśmy niemal bez przerwy online, stale zaktualizowani i gotowi sprawdzić kolejne powiadomienie. Media społecznościowe pozwalają nam w każdej chwili wiedzieć, co robią inni – a ta możliwość może zamienić się w nieustanny lęk przed tym, że coś nas ominie. To zjawisko nosi nazwę FOMO – Fear of Missing Out. Coraz częściej mówi się też o JOMO – Joy of Missing Out, czyli o przyjemności płynącej ze świadomego odłączenia się i decydowania, czemu naprawdę chcemy poświęcić czas i uwagę. Czy w cyfrowym świecie można znaleźć równowagę? Rozmawiamy o tym z Marco Chiesą, ekspertem ds. mediów społecznościowych i komunikacji cyfrowej.

Żyjemy w świecie nieustannych połączeń. Zacznijmy od FOMO – co dokładnie oznacza ten termin?

FOMO to skrót od Fear of Missing Out, czyli lęku przed wykluczeniem lub przegapieniem czegoś ważnego. To zjawisko nie narodziło się wraz z mediami społecznościowymi, ale to właśnie cyfrowe platformy znacząco je wzmocniły. Dziś w czasie rzeczywistym widzimy, gdzie są nasi znajomi, co robią, w jakich wydarzeniach uczestniczą, a nawet co jedzą. To nieustanne porównywanie się może wywoływać wrażenie, że inni przeżywają coś ciekawszego, szczęśliwszego czy bardziej wartościowego niż my.

Dlaczego media społecznościowe tak łatwo podsycają to odczucie?

Bo pokazują nam wyselekcjonowany obraz rzeczywistości. Zwykle publikujemy najpiękniejsze chwile: podróż, imprezę, zawodowy sukces, kolację ze znajomymi. Oglądając bez przerwy takie fragmenty cudzego życia, łatwo zapomnieć, że to tylko niewielki wycinek czyjejś codzienności. Do tego dochodzą powiadomienia, treści znikające po kilku godzinach i ciągłe aktualizacje, które skłaniają nas do częstego sprawdzania telefonu – z obawy, że coś nas ominie.

Czy młodzi ludzie są szczególnie podatni na FOMO?

Tak, przede wszystkim dlatego, że w okresie dorastania i wczesnej dorosłości potrzeba przynależności do grupy jest bardzo silna. Wykluczenie z rozmowy, z imprezy albo nieznajomość trendu, o którym mówią wszyscy, może wydawać się znacznie ważniejsze, niż widzi to dorosły. Problem pojawia się wtedy, gdy potrzeba bycia stale na bieżąco zaczyna wywoływać lęk, utrudnia koncentrację albo nie pozwala w pełni przeżywać tego, co dzieje się tu i teraz.

Jak rozpoznać, że nasza relacja z mediami społecznościowymi staje się problematyczna?

Pierwszym sygnałem może być niemal automatyczna potrzeba sprawdzania telefonu: zaraz po przebudzeniu, w trakcie posiłku, podczas nauki, a nawet w rozmowie z drugą osobą. Warto też zadać sobie pytanie: jak się czuję po czasie spędzonym w mediach społecznościowych? Jeśli przeważają lęk, frustracja, zazdrość albo poczucie, że nasze życie jest mniej ciekawe niż innych, to sygnał, by przyjrzeć się swoim cyfrowym nawykom.

W ostatnich latach coraz częściej mówi się o JOMO. Czy to po prostu przeciwieństwo FOMO?

JOMO oznacza Joy of Missing Out, czyli radość z tego, że nie trzeba uczestniczyć we wszystkim. To niekoniecznie rezygnacja z mediów społecznościowych czy wyłączenie telefonu. To raczej umiejętność świadomego wyboru, gdzie chcemy być i czemu poświęcić naszą uwagę. Możemy wiedzieć, że w danej chwili coś dzieje się w sieci, i mimo to zdecydować się przeczytać książkę, wybrać się na spacer, spotkać z przyjacielem albo po prostu nic nie robić – bez poczucia winy.

Czyli JOMO nie oznacza odrzucenia technologii?

Absolutnie nie. Technologia jest niezwykłym narzędziem – pozwala się komunikować, zdobywać informacje, tworzyć wspólnoty i utrzymywać relacje nawet na odległość. Chodzi o to, by odzyskać zdolność decydowania, kiedy jesteśmy dostępni online, zamiast pozwalać, by decydowały o tym powiadomienia czy algorytmy. JOMO to także odkrywanie na nowo wartości ciszy, oczekiwania i obecności.

Czy JOMO można się nauczyć?

Tak, poprzez drobne, codzienne gesty. Możemy wyłączyć część powiadomień, unikać telefonu w trakcie posiłków, wyznaczyć sobie pory dnia bez mediów społecznościowych albo zapytać samych siebie, zanim odruchowo otworzymy aplikację: po co to robię? Nie zawsze potrzebny jest drastyczny „cyfrowy detoks”. Znacznie skuteczniejsze bywa budowanie świadomej i trwałej relacji z technologią.

Gdyby miał Pan dać jedną radę młodej osobie, która boi się, że „coś przegapi” – jaka by ona była?

Przypomniałbym, że bycie na bieżąco ze wszystkim jest po prostu niemożliwe. Za każdym razem, gdy coś wybieramy, nieuchronnie rezygnujemy z czegoś innego. Ale to nie znaczy, że tracimy. To znaczy, że wybieramy. Być może prawdziwa cyfrowa wolność zaczyna się właśnie w momencie, gdy przestajemy nieustannie pytać, co robią inni, i wracamy do pytania: co ja chcę przeżyć, tu i teraz?

Tekst przygotowany z pomocą AI na podstawie wywiadu opublikowanego w języku włoskim.